• Wpisów:63
  • Średnio co: 23 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 23:15
  • Licznik odwiedzin:2 328 / 1530 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
" Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ką sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w sobie, umiera. "
 

 
kocham tą piosenkę <3
 

 
Jeżeli odejdziesz to codziennie będzie padać,padać i padać...
 

 
Dzisiaj są Kurt Cobain'a urodziny
to jest Amerykański muzyk grunge'owy, najbardziej znany jako wokalista,gitarzysta,kompozytor i autor założonego wraz z Kristem Novoselicem zespołu Nirvana. W 1989 roku wydali swoją pierwszą płytę Bleach
 

 
Dzisiaj są Kurt Cobain'a urodziny
to jest Amerykański muzyk grunge'owy, najbardziej znany jako wokalista,gitarzysta,kompozytor i autor założonego wraz z Kristem Novoselicem zespołu Nirvana. W 1989 roku wydali swoją pierwszą płytę Bleach
 

 
Każda tęsknota spowodowana rozłąką z ukochaną osobą jest bardzo bolesna. Ale zupełnie inaczej odczuwana jest ona, kiedy wiemy, że z ukochaną osobą możemy spotkać się już tylko w marzeniach i wspomnieniach.
  • awatar Żyję cicho krwawiąc T_T: @A'nasa ♥: dziękuje <3 i nawzajem :)
  • awatar A'nasa ♥: Zgadzam się. Fajny blog i cudowny wpis *.* Serdecznie zapraszam do mnie, być może coś Ci się spodoba ;) Pozdrawiam i życzę miłego dnia ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Nie każ mi czekać - długo tak...
Aż się pojawisz przy mnie znów...
Bo tak mi bardzo - Ciebie - brak...
Brak Twego ciepła... Twoich - słów.
Nie każ mi czekać - chwili - dłużej...
Na powrót Twój - tak upragniony...
Na łódce marzeń mych - niedużej...
Wypływam z każdym snem - stęskniony.
I wypatrując Cię - z oddali...
Na OCEANIE NAMIĘTNOŚCI...
Przyglądam się najmniejszej fali...
Czy jakiś żagiel tam nie gości.
Niech Twoje żagle wiatr wypełni...
Byś mogła płynąć - UNIESIONA...
Niechaj się wreszcie - sen mój - spełni...
Że w swoje - wezmę Cię - ramiona.
By w mym OGRODZIE przysiąść w nocy...
By się - melodią słów - uraczyć...
Tak pragnę spojrzeć w TWE OCZY,
Tak bardzo pragnę Cię zobaczyć.
Przybywaj więc - niech serce moje...
Tak się - czekaniem - nie zadręcza...
Bo gdy będziemy już - WE DWOJE...
NIEBO - ozdobi - BARWNA TĘCZA.
 

 
Wiele kilometrów,
tak daleko od siebie...
tak trudno powiedzieć do widzenia,
kiedy serce co innego podpowiada.
Każdy sen czasami się kończy,
kiedy niczego już nie da się skleić na nowo.
Jednak czy prawdziwa miłość może przeminąć,
zgasnąć niczym płomień świecy...
umrzeć śmiercią naturalną...
czy można o niej zapomnieć,
kiedy serce nie chce zapominać...
Choć tak daleko od siebie,
wciąż blisko i żadna chwila,
nie chce odejść w zapomnienie...
 

 
Czy tylko w snach
mam cię dla siebie
czy tylko w myślach
dotykam ciebie
czy to co czuję
już nic nie znaczy
czy miłość sobie
a życie inaczej?
Spowolnione marzenia...
czy muszą tak boleć słowa?
Kocham światu chcę wykrzyczeć
lecz tylko szepczę
nikt nie może mnie słyszeć
moje uczucia nie dla ogółu
dla twoich uszu i myśli twoich
możesz usłyszeć
jak... ci czas pozwoli.
 

 
Gdy ciebie zabraknie
I ziemia rozstąpi się w nicości trwam
gdy kiedyś odejdziesz
Nas już nie będzie
Siebie nie znajdziesz też
Zatańcz ze mną
Ostatni raz
Nas już nie będzie
Siebie nie znajdziesz też
 

 
dziś za­biłem cię szty­letem
padłaś mar­twa jak to trup
mi­mo że cię tak kochałem
ko­pię bar­dzo nędzny grób

ciało we krwi wy­maza­ne
żad­nych uczuć żad­nych łez
te­raz schyl głowę przed Pa­nem
bo to życia twe­go kres

na twój grób złożyłem kwiaty
po­tem sam wsadziłem nóż
sa­mobójcy nie położą
na­wet jed­nej z wielu róż

ty do nieba drogą idziesz
ja piekiel­ny czuję swąd
byłaś dla mnie całym światem
jam dla ciebie był jak trąd

żyć nie mogłaś na tej ziemi
bo przeszkodą byłem ja
te­raz w końcu daję wol­ność
nie­chaj wieki ona trwa
 

 

Wśród be­tono­wych grobów,
na cmen­tarzu postawionych.
Śmierć nienawiścią,
dusze chce przegonić.
Zam­knięci za murami.
Za skrzy­piącą bramą.
Dniami niewidzialni.
No­cami są duchami.
Dusze morderców.
Wszys­tkich samobójców.
Za­bici z miłości
bo za życia wzięli głupców.
Śmierć jest początkiem,
wiel­kiej samotności.
Do­mem obłąkanych,
zam­kniętych w trum­nach złości.
 

 
Na liliowych wrzosowiskach
dęby czerwone gasną,
niech Ci nie będzie żal wierszy zgubionych
cudzych i własnych.
W strugach krwi szare płoty
W agonii dzikiego wina.
Słodkie lekarstwo śmierci
poda jesień
w kostiumie arlekina.
 

 
Ta noc bez pożegnania, noc bez gwiazd, noc bez ruchu,
Długo mi wiatr histeryczny tłumaczył epilog najprostszy,
aż oto śmierć dzisiejszą ciężko bijąc ukłuł.
Jestem bezradny jak motyl, motyl nabity na ostrze.
Rzeka: przez okno widać, stanęła i czeka.
Przez okno widać miasta nasunięty witraż.
Na wierszach ślady krwi. Nie przeczytasz
przeżytych epopei. Nie zobaczysz ani jednego człowieka.
Odpływam nocą najstraszniejszą, a dokąd -
- już wszystko jedno, oczy zamkną odwroty w życie jak drzwi,
ręce jak drewno, ręce jak drewno, ręce jak drewno.
Już spod nóg stoczył się świat
wąskim strumykiem krwi
i tylko czarne szkielety mebli płynąc ode mnie wokoło stoją
a jutro rano jak dziś:
przyjdą na okno małe wróble
i nie spłoszone obejrzą śmierć zastygłą w moim pokoju.
 

 
Biją w mą czaszkę, jak w dzwon, głuche grzmoty
i krwawa ręka pisze mi przekleństwo.
Ja wybierając los mój, wybrałem szaleństwo
i porzuciłem raj i zeszłem w czarne groty.

I płynę w mrok - i wiem, że oto zgasnę,
jako pęknięte słońce. W imię Ojca, Syna!
mam w sercu głaz, a tu głębina -
jam tułacz - ale będę miał królestwo własne.

Ta lufa zimna - lecz ogień gorący -
dobry to ogień, co ucisza serce -
na górach wschodzi blask błogosławiący
me wrogi i płaszcza królewskiego zdziercę.

Jako pelikan - krwi mojej żywicą
karmiłem - nicość! - a dzieci me z głodu
umarły - a moja Matka niewolnicą
obraca w żarnach krew i łzy narodu.

Wezmę mój pług - ja Piastów pogrobowiec -
ja dumny kneź - zaoram ziemię czarną -
i będą iskry iść - jak złote ziarno.
- A na Łomnicy - strzaskam z porfiru grobowiec
i wyjmę moje serce...
 

 
Był taki teatralny. Stanął przed lustrem w czarnym ubraniu z kwiatem
w butonierce. Włożył do ust narządzie, czekał, aż lufa ociepli się
i uśmiechając się z roztargnieniem do swego odbicia - strzelił.
Spadł jak płaszcz zrzucony z ramion, ale dusza stała jeszcze jaki
czas potrząsając głową coraz lżejszą, coraz lżejszą. A potem
ociągając się weszła w to zakrwawione u szczytu ciało w chwili,
gdy wyrównywała się jego temperatura z temperaturą przedmiotów,
co - jak wiadomo - wróży długowieczność.
 

 
Znów to zrobiłam
Co dziesięć lat
Udaje mi się -

Żywy cud, skóra lśni się
Jak hitlerowski abażur,
Prawa stopa

Przycisk,
Twarz bez rysów, żydowskie
Cienkie płótno.

Wrogu mój
Zedrzyj sobie ze mnie ręcznik.
Czyżbym wzbudzała strach?

Nos, oczodoły, zębów pełny garnitur?
Jutro
Nie będzie mi już czuć z ust.

Wkrótce, wkrótce
Ciało, które żarła czarna jama
Poczuje się na mnie jak w domu,

Uśmiechnę się jak dama.
Mam niespełna trzydzieści lat.
I jak kot muszę umrzeć dziewięć razy.

To był Trzeci Raz.
Co za bezsens
Unicestwiać tak każdą dekadę.

Milion włókien.

Pogryzając fistaszki tłum

Pcha się, by

Patrzeć jak mnie odwijają starannie.
Strip - tease monstr.
Panowie, panie

Oto moje ręce
Moje uda. Tak
Może i zostały ze mnie tylko skóra i kości,

Niemniej jestem tą samą kobietą.
Pierwszy raz miałam dziesięć lat.
Był to wypadek.

Za drugim razem
Chciałam wytrwać po kres i już nie wrócić.
Kołysałam się

Zamknięta w sobie jak muszla.
Musieli wołać i wołać.
Wygrzebywać ze mnie robaki jak lepkie perły.

Umieranie
Jest sztuką tak jak wszystko.
Jestem w niej mistrzem.

Umiem robić to tak, że boli
Że wydaje się diablo rzeczywiste.
Można by to nazwać powołaniem.

Dosyć łatwo jest to zrobić w celi.
Dosyć łatwo jest to zrobić i w tym trwać.
To teatralny

Powrót w dzień
Na to samo miejsce i w tę samą twarz, by usłyszeć
ten sam krzyk:

"Cud"!
Jakby mi dano w pysk.
Proszę płacić,

Za oglądanie moich blizn proszę płacić
I za słuchanie serca -
Ono znów stuka w ciszy.

Proszę płacić, drogo płacić
Za każde słowo i dotyk
Lub kroplę krwi,

Za włosów kosmyk, strzęp ubrania.
Tak, tak Herr Doktor.
Tak, tak Herr Wróg.

Jestem pańskim dziełem.
Pańską chlubą.
Dziecięciem ze szczerego złota,

Które roztapia byle krzyk.
Miotam się jak opętana.
Proszę nie myśleć, że nie doceniam pańskich starań.

Popiół, popiół -
Pan go rozgrzebuje, ogląda.
Ciała i kości już nie ma -

Mydło,
Ślubna obrączka,
Złota plomba,

Herr Got, Herr Lucyfer,
Strzeżcie się
Strzeżcie.

Z popiołu
Wstanę płomiennowłosa
By połknąć mężczyzn jak powietrze.